Lisia Góra – rezerwat w centrum Rzeszowa
Lisia Góra – rezerwat w centrum Rzeszowa

Lisia Góra – rezerwat w centrum Rzeszowa

Nasza córka szybko nauczyła się wymawiać trudną kombinację słów „plac zabaw” i do wyjścia na niego zawsze jest ochota, ale tym razem do drabinek i zjeżdżalni poprowadzę ją dłuższą drogą. Połowa Gdziecków zostaje w domu, bo zdrowie nie idealne, połowa idzie do lasu. Las porasta wzgórze prawie w centrum Rzeszowa, tak że eskapada jest raczej mało wymagająca.

Auto zostawiamy na sporym parkingu tuż nad Wisłokiem i szukamy wejścia do rezerwatu (łatwe) i wejścia na ścieżkę edukacyjną, która przez niego prowadzi (trudniejsze, bo oznaczenia mało precyzyjne). Szybko się tym przestaję przejmować. Nie przyjechaliśmy po naukę tylko na spacer. Zresztą, niektóre z tych tablic informacyjnych, na które trafiliśmy, pomazane są napisami, w których jeden pan dorosłym językiem analizuje życie intymne innego pana, więc cieszę się, że nie muszę uświadamiać córki. W rezerwacie znajdziemy jeszcze kilka porzuconych puszek i butelek, ale generalnie jednak jest czysto, pachnąco i cicho. Oprócz naszej dwójki nikt tu dziś nie zagląda. Madzia biega więc po lesie, szura liśćmi i przeciska się nad i pod zwalonymi konarami. Prawdziwa przygoda i awanturnicze decyzje – w którą stronę pójść na tym rozwidleniu?

Rezerwat Lisia Góra - tabliczka

W końcu zsuwamy się stromym fragmentem ścieżki i lądujemy nad Wisłokiem, a tam przede wszystkim wielki plac zabaw. Córka sprintuje.

Oprócz wszystkich typowych przyrządów stoi tam także konstrukcja na kształt statku, pełna przejść, schodków i zjeżdżalni. Nie wszędzie jestem w stanie dotrzeć, co mnie trochę martwi. Już kiedyś wysyłaliśmy 6-letniego bratanka, żeby nam córkę sprowadził z trzeciego piętra małpiego gaju. Madzia wykazuje się jednak ostrożnością i szczęściem, i żadnych szkód nie ma – tylko mnóstwo zabawy.

Plac zabaw Lisia Góra - piracki statek

Potem ładujemy się na piasek. Nie mamy zabawek, ale ma je kolega ze żłobka, którego Madzia spotyka. Mała bez subtelności daje do zrozumienia, że chce dołączyć do lepienia babek. Trochę się martwię, jak zareaguje mama kolegi, bo a nuż jest dogmatyczną wyznawczynią prawa własności i uzna sugestie Madzi za zamach na dobrobyt swojego syna. Tłumaczę córkę, a mama kolegi dziwnie na mnie patrzy i wyjaśnia, że to normalne, że dzieci dzielą się zabawkami (bardzo dziękuję tej pani, choć trochę wyszedłem na głupiego).

Później znowu drabinki i zjeżdżalnie, i znowu piasek, i tak do zmęczenia i snu w aucie. Ponad dwie godziny fajnej wycieczki i zabawy. Następnym razem może wynajmiemy rower wodny (wypożyczalnia jest tuż obok). Bo na mini-golfa po sąsiedzku raczej się nie zdecyduję. Każdy ma swoje gusta, ale ja mam takie, że golf jest dziwny.

W drodze powrotnej spotykamy jeszcze sportowców. Dużo tu rowerów, bo i ścieżek rowerowych nie brakuje.

lisia-gora-rzeszow-sciezki-rowerowe

About The Author

Psycholog poznawczy i edukacyjny. Absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego. Szczególnie zainteresowany procesami przetwarzania informacji przez człowieka. Prywatnie fan podróży oraz odkrywania nowych rzeczy w muzyce i literaturze.

Related posts

Leave a Reply